Jak nie dać sie stagnacji

Stagnacja – jak nie zwariować z braku progresu.

Podziel się z innymi:

Trenujemy, aby osiągnąć określone cele. Jedni dla utraty zbędnych kilogramów i poprawy wyglądu czy samopoczucia. Inni dla budowania masy mięśniowej, formy na tygodniowy wyjazd do Sopotu. Część hobbistycznie, a inni dla sportu – co człowiek to powód. Często w naszej drodze do upragnionego celu zatrzymujemy się w martwym punkcie. Przestajemy rosnąć czy chudnąć, nie mamy siły i nie widzimy sensu dalszych treningów. Ten brak postępów, frustracja i rezygnacja, która dopadła już niejedną osobę, nazywamy stagnacją.

Stan ten jest frustrujący i wymaga podjęcia konkretnych działań. Prawda jest też taka, że to właśnie bardzo często stagnacja jest prawdziwym naturalnym weryfikatorem i pozwala odróżnić ziarno od plew. Następuje selekcja naturalna, gdzie słabsi psychicznie odpuszczają. Tylko odpowiednie podejście do tematu pozwoli przełamać bariery i wrócić na odpowiednie tory.

Temat stagnacji będzie miał dwie odsłony. Jedną oficjalną, drugą, tą którą czytasz będzie to moje prywatne zdanie na temat całego procesu. Pokaże Ci co ja robiłem, robię źle. Abyście nie popełniali moich błędów. A co zacząłem  robić inaczej i dlaczego.

Stagnacja – jak zablokować swoją głowę.

W swoim dotychczasowym okresie treningowym. Przechodzę pierwszy atak stagnacji, który w pewnych momentach jest naprawdę frustrujący. Ciężko trenujesz, trzymasz plan żywieniowy, który podsyła Ci trener. Robisz wszystko zgodnie z zaleceniami, a mimo to nie widać efektów. I to nie tydzień, czy dwa. Okres podchodzi już pod dwa miesiące. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zdaje sobie sprawę, iż jedyną osobą winną obecnemu „zawieszeniu” jestem ja sam. Im częściej o tym myślę, to bardziej się stresuje, im bardziej wchodzę sobie na głowę, tym mój organizm wytwarza więcej hormonów o negatywnym działaniu, które blokują progres. To samo dokładnie jest z głową – psychiką. Im częściej o tym myślę, tym zaczynam bardziej fiksować. Zaczynam blokować wszystkie procesy podświadomie – to jest jak samonapędzająca się maszyna. Która w tym przypadku działa destrukcyjnie.

tydzien-bez-silowniPierwszym podstawowym błędem od czego wszystko się zaczęło. Była zbyt duża liczba jednostek treningowych, która doszła do 6-7 w tygodniu. Część z Was powie, że to nic nadzwyczajnego, bo bardzo dużo osób chodzi codziennie na siłownie. Tylko pytanie czy wszyscy robią codziennie trening siłowy, nastawiony na progres obciążeniem? No nie. Było to spowodowane po pierwsze, obsesją doskonałości – syndrom, którego, jeżeli nie kontrolujesz, staje się destrukcyjny. Postawiliśmy sobie z moim Trenerem pewne założenia i cele na przyszły rok. Które zamierzam konsekwentnie realizować jeden po drugim. Co za tym idzie, zacząłem wymagać od siebie z dnia na dzień coraz więcej i więcej. Nie zdając sobie sprawy, że zamiast pomagać, robić dobrze i progresować sukcesywnie, to tak naprawdę wyniszczam swój organizm.

Po drugie, tutaj temat jest o wiele bardziej złożony i chyba mówię o tym pierwszy raz otwarcie. Trening traktowałem jako ucieczkę. Ucieczkę od wszystkiego, od problemów, niepowodzeń, kompleksów i lęków – dlatego głównie byłem w swoim fitness klubie codziennie. Po rozmowie z trenerem, który kazał mi przestać, zwolnić i odpocząć. Usiadłem, pochyliłem głowę i westchnąłem. Zrozumiałem, że Gość ma racje. Siłownia nie może być sensem życia, nie może być ucieczką od rzeczy, problemów czy lęków. Bo one nigdy same nie znikną, trzeba się prędzej czy później z nimi zmierzyć. Siłownia ma być dopełnieniem, motorem napędowym do życia w zgodzie i szczęściu. Zgodzie przede wszystkim z samym sobą. Zmniejszyliśmy ilość dni treningowych z 6 jednostek do 4. Tak żebym miał czas dla siebie, dla swojego organizmu. Żebym miał czas dla rodziny, przyjaciół. Czas na projekty, które gdzieś się pojawiają. No i może to jest też najwyższy czas…

Stąd wzięło się przemęczenie. Dużo treningów, zero odpoczynku i regeneracji. Mało snu. Przepis na blokadę gotowy. Dodatkowo, jeżeli tak jak ja, robisz sobie najazdy na głowę, wyrzuty i pretensje, że nie rośniesz – sam automatycznie zablokowałem swój organizm.

Siłownia to nie wszystko

Od tygodnia, chodzę spać regularnie. Wstaje dużo wcześnie, jednak wypoczęty i bez fochów – o dziwo! Dzięki temu, że mam mniej treningów, mam więcej czasu dla siebie. Każdą wolną chwilę staram się poświęcać Siostrzeńcowi, który od pewnego czasu stał się najważniejszą osobą w moim życiu. Mogę robić rzeczy, które sprawiają mi radość i przyjemność. Dzięki czemu odblokowuje znów swoją głowę na dodatkowe bodźce z zewnątrz. Nauczyłem sie, że i w tym przypadku stwierdzenie ” nie ilość, a jakość ” też ma swoje zastosowanie.

Wskoczyłem znów, na kolejny poziom świadomości.

Osobiście uważam, że stagnacja jest potrzebna każdemu. Okres, w którym uczymy się swojego organizmu. Ale też dzięki wymuszonej zmianie wielu aspektów na raz, przestajemy robić wiele czynności mechanicznie i wypadamy z rutyny.

Podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *